tel: 61 426 13 44 lub tel. 781 861 589 e-mail: sekretariat@2lo.powiat-gniezno.pl Kontrast Standard
A A A

Błyskotliwe felietony LIKE

Zapraszamy do lektury najciekawszych artykułów z naszej szkolnej gazety.

Numer  178/marzec 2026

Czy umysł sportowca jest ważniejszy od mięśni?

Według badań Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychologii Sportu, aż 70% sukcesu w wynikach sportowych zależy od sfery psychicznej i nastawienia, a nie od poziomu wytrenowania. Predyspozycje do danego sportu zdecydowanie ułatwiają i niekiedy przyspieszają drogę do sukcesu. Koordynacja psychoruchowa siatkarzy czy wytrzymałość tlenowa biegaczy długodystansowych to niekiedy komponenty, które zostały odziedziczone w genach a sportowcy z większą łatwością mogą wykorzystać swój potencjał dzięki tym cechom. Budowa najbardziej znanego pływaka na świecie – Michaela Phelpsa jest nieporównywalna z przeciętnym człowiekiem, a jego pojemność płuc wynosząca 12 litrów jest podwojeniem standardowej.

Jednak co dają zawodnikowi predyspozycje, kiedy brakuje mu odporności psychicznej i zdolności utrzymania skupienia na ważnych zawodach? Usain Bolt, Serena Williams czy Michael Jordan – wszystkie gwiazdy sportowe, jakie znamy, mają jedno wspólne: i jest to trening mentalny. Zacznijmy od wyjaśnienia pojęcia psychologii sportu, które odgrywa tutaj kluczową rolę. Jest to dziedzina zajmująca się badaniem różnych aspektów umysłu sportowca, które mogą wpłynąć na jego występy. Ważnym elementem jest analiza motywacji i celów, które napędzają sportowca do dalszego rozwoju. Specjaliści od psychologii sportu pomagają zawodnikom w radzeniu sobie ze stresem, podnoszeniu pewności siebie, poprawie koncentracji oraz zarządzaniu emocjami. Aby głębiej zrozumieć ten temat, posłużę się przykładem bardzo znanego irlandzkiego zawodnika mieszanych sztuk walki MMA Conora McGregora.

W pewnym wywiadzie po tym, jak Conor pokonał José Aldo w UFC 194w 2015 roku, zostaje zapytany, jak udało mu się to zrobić, odpowiada: „Jeśli potrafisz to sobie wyobrazić i masz dość odwagi, by to wypowiedzieć na głos, to się wydarzy. Gdy wysyłasz w świat to, w co naprawdę wierzysz, uruchamiasz prawo przyciągania – i to staje się rzeczywistością. ”McGregor jest znany z tego, że bardzo często wizualizuje swoje zwycięstwa i mówi o nich z dużą pewnością siebie. Jest to element jego mentalnego przygotowania, a techniki wizualizacji oraz jasne wyznaczanie celów należą do najskuteczniejszych metod treningu mentalnego.Tenisistka Iga Świątek w swoich wywiadach wielokrotnie podkreśla, że praca nad mentalnością nie jest planem awaryjnym – to niezbędny element przygotowań. Zawodniczka wykorzystuje takie techniki jak praca z oddechem, wizualizacja i medytacja, by pomimo ogromnej presjii stresu móc zachować równowagę na korcie.

Ważnym aspektem w kontekście mentalności sportowców, jest także dyscyplina. Ludzie niekiedy błędnie postrzegają tryb życia sportowców i nie zdają sobie sprawy jak ogromną rolę odgrywa ich psychika. Kiedy widzimy sportowca np. biegacza czy boksera, myślimy, że skoro jego treningi są codziennością to na pewno stało się to już łatwe. Lecz mimo przyzwyczajeń i pewnego
już poziomu wytrenowania, sportowiec musi mieć wciąż w sobie ogrom dyscypliny. Bez względu na uprawiany rodzaj sportu, osiągnięcie sukcesu zawsze zależy od tego jak dobrze zawodnik radzi sobie z bólem, zmęczeniem i dyskomfortem. Umysł sportowca jest jego najpotężniejszym narzędziem, jakim może operować rozwijając się. Dlatego to coraz większą rolę zaczynają odgrywać psychologowie sportowi, którzy pracują zarówno z olimpijczykami, jak i lokalnymi zawodnikami klubów sportowych. Sukces nie zaczyna się od wielkich zawodów na skalę światową, ale od małych codziennych kroków, które zbliżają nas do wyznaczonych celów.
Florence

Jestem silniejsza niż moje choroby

Hejka wszystkim.

Zapewne większość z Was już mogła przeczytać moją życiową historię, którą Wam opisałam w dawnym wydaniu naszej gazety ,,Like”, gdzie miałam okazję opowiedzieć Wam pokrótce jak wyglądało i jak wygląda moje życie z rówieśnikami przez pryzmat mojej choroby. Zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo pogłębiło to moją siłę i odwagę do działania. Mnóstwo ludzi, których spotkałam osobiście mówiło mi, by nigdy nie dać sobie wmówić, że nie jest się w stanie czegoś zrobić, ponieważ po to żyjemy, żeby próbować i walczyć o to, co dla nas najważniejsze. Niektórzy powiedzą łatwo mówić, ale uwierzcie mi, w moim przypadku nie jest to takie proste, jak można sobie to wyobrazić.

Od urodzenia zmagam się z dwiema chorobami genetycznymi: mukowiscydozą i achondroplazją. Nie jest to coś, co pojawia się na chwilę i znika, to codzienność wymagająca, trudna, a czasem rzucająca kłody pod nogi. Da się jednak z tym żyć, bo każdy człowiek ma prawo do własnego, szczęśliwego dorastania, niezależnie od tego, z jak ciężką niesprawiedliwością się zmaga. Osoby takie jak ja nie tylko walczą, ale też żyją pełnią życia, pokazując przy tym, że nawet w najtrudniejszych warunkach można iść do przodu, spełniać marzenia i budować własne szczęście. Gdyby nie wsparcie moich najbliższych, mojej rodziny prawdopodobnie nie wytrzymałabym tych wszystkich zmagań dnia codziennego, hospitalizacji, kilkugodzinnych inhalacji, rehabilitacji i pokonywania toru przeszkód.

Dzięki temu, że rodzice nie trzymali mnie pod kloszem, angażując mnie od najmłodszych lat w bycie samodzielną osobą, dali mi szansę nauczyć się tego, co z pozoru mogłoby być dane tylko zdrowym. Nie są obce mi narty, wysokie stoki, głębokie wody i windsurfing. Niskorosłość mogłaby odebrać mi również możliwość przebycia długich dystansów, gdyby nie moja determinacja, dzięki której przebyłam 5-godzinną trasę, by dostać się na najwyższy szczyt Bieszczad – Tarnicę. Mój upór i siła pozwoliły mi pokonywać długie trasy rowerowe jak np. z Helu do Kuźnicy. Dla innych to błahostka, a dla mnie to cel, do którego mogę dojść i być z siebie dumna. Spotkałam w swoim życiu ludzi, dzięki którym również mam tę moc. Codzienne relacje, które nawiązuję w szkole i poza nią, pozwalają mi czerpać z życia to, co najpiękniejsze. Dziękuję moim przyjaciołom, którzy udowodnili mi, że każdy dzień nie musi wiązać się z ciągłym myśleniem o chorobie, ani zamartwianiem się rzeczami, na które nie ma się wpływu.

Mam niesamowite szczęście, że tacy przyjaciele kierowali się przede wszystkim moim wnętrzem, a nie wyglądem, poznając przy tym prawdziwą mnie. Cieszę się, że są ludzie, dla których i ja mogę być wsparciem i siłą do działania. Piękne jest dla mnie to, że dzięki moim chorobom chcę dzielić się z innymi moimi przeżyciami, ponieważ mam świadomość, ilu ludzi cierpi z powodu różnych trudności, nie radząc sobie z ich przezwyciężeniem. To nie udawanie bohatera tylko korzystanie z szansy, która jest przydzielona każdemu człowiekowi. Szansy, która daje możliwość rozwoju swoich pasji i bycia szczęśliwym. Chcę również zaznaczyć, że siła to też mój charakter, który pomaga mi zaakceptować siebie i swoje problemy. Wiem, że nie pozbędę się swoich chorób, lecz każdego dnia przypominam sobie coś: „to nie ja żyję chorobą, to choroba żyje ze mną”.
Majxcia

Numer  177/luty 2026

Herbata, czyli jak odciąć się od hałasu świata

 

Według chińskiej tradycji historia herbaty rozpoczęła się około 2700 lat przed naszą erą legendą o pewnym władcy. W 2737 r. p.n.e. cesarz Shennong (神农), który uczył ludzi rolnictwa i ziołolecznictwa, miał zwyczaj gotować wodę przed piciem, aby uniknąć chorób.

Pewnego dnia, gdy odpoczywał pod dzikim krzewem, kilka liści spadło do garnka z wrzącą wodą. Woda zmieniła kolor i zaczęła wydzielać przyjemny aromat. Z ciekawości spróbował naparu i poczuł, że lepiej mu się myśli, trawi i jest pobudzony, a także zwarty i gotowy do działania.

To wszystko legenda, a co mówią źródła historyczne? Za czasów dynastii Han (II w. p.n.e.– II w. n.e.) herbata staje się częścią medycyny chińskiej. W dynastii Tang (VII – X w.) jest już napojem powszechnym, a kultura oparta na tej części życia rozkwita. Wtedy również powstaje pierwszy w swoim rodzaju chiński klasyk „Księga herbaty” 《茶经》 autorstwa Lu Yu, który dotyczy  herbaty i wszystkiego, co jest z nią związane.

Gdy herbata stała się tak popularna, zaczęło powstawać coraz więcej plantacji i upraw tej rośliny w centralnych i południowych Chinach, a z czasem też na Tajwanie, w Japonii, państwach Półwyspu Indochińskiego, Indiach czy na Sri Lance. Sama roślina to kamelia chińska, z której liści można wyprodukować wiele różniących się od siebie rodzajów napoju mędrców. Wszystko zależy od obróbki i jakości surowca, czyli liścia.

Początkowe fazy produkcji to zbiory, następnie, w zależności od pożądanego efektu końcowego, liście należy suszyć, fermentować, utleniać czy nawet pozostawić w formie krążków lub cegieł, aby liście dojrzewały i z czasem nabierały odpowiedniego aromatu. Gdy liście będą w pełni gotowe, co teraz? Nie można przecież ich wsypać do kubka i po prostu zalać wrzątkiem, prawda?

W Europie można tak zrobić, gdyż na półkach sklepowych nie ma czegoś takiego jak dobra herbata. Ta „herbata”, którą można dostać w sklepie, czyli granulat w saszetkach, przy prawdziwej herbacie nigdy nie stała. To, co pijemy na Zachodzie, to wyrzucane niechciane ubytki powstałe w czasie produkcji prawdziwej herbaty. Za to w Azji Wschodniej sprawy mają się nieco inaczej. W Chinach została opracowana specjalna metoda parzenia złotego naparu, a zwie się Gongfu Cha (功夫茶).

Gongfu (功夫) to dobrze nam znane Kungfu, co oznacza mistrzostwo albo umiejętność, a cha (茶) to po prostu herbata. To sposób parzenia herbaty, który kładzie nacisk na precyzję i wydobycie pełni smaku. Potrzebne do tego są: czajniczek bądź gaiwan, czyli specjalne ceramiczne narzędzie do parzenia herbaty, dużo liści i cierpliwość. Ten sposób parzenia herbaty jest podzielony na kilka etapów.

Wpierw trzeba ogrzać naczynia, przelewając je gorącą wodą, potem wsypuje się liście i szybko je płucze, a powstały w ten sposób napar wylewa. Następnie czyści się czarki lub kubki, z których będzie się tę herbatę piło. Gdy to już za nami, zalewamy „obudzone” liście ciepłą wodą i, w zależności od rodzaju herbaty i jej formy (luźne lub sprasowane liście), parzymy ją od 5 do 30 sekund, po czym delektujemy się naparem mędrców. W taki sposób możemy uzyskać nawet do piętnastu zaparzeń, w zależności od użytej herbaty.

Styl Gongfu to nie tylko parzenie herbaty i jej picie. To również ćwiczenie uwagi, skupienia, a nawet robienia obserwacji. Herbata to poezja w filiżance, która z każdym zaparzeniem odkrywa przed nami kolejne strony, rozdziały i części fabuły, szeroko rozumianej jako smaki, kolory i aromaty rozgrzewające nasze ciało i wypełniające je spokojem.

Herbata to jedyny taki napój, którego pierwsza filiżanka uspokaja, a druga pobudza. To właśnie ona jest eliksirem na wszelakie zmartwienia i pomocą w odcięciu się od hałasu świata.

Pozdrowionka i miłego dzionka,

-misiÓ

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Historia w krzywym zwierciadle cz. III

GRECJA — GDZIE PIĘKNO BYŁO TAK IDEALNE, ŻE SAMO DOSTAWAŁO KOMPLEKSÓW

 

W Helladzie Twardokles rzeźbił mięśnie tak idealne, że ludzie przychodzili do jego pracowni tylko po to, by popatrzeć i popłakać nad własnymi. Herosi byli wściekli, bo czuli się przy nich jak średnio udane szkice.

Filozof Mędrkos krzyczał: — To pozór! Sztuka ma mówić o miłości i duchu!

Twardokles, zirytowany, wyrzeźbił Mędrkosa z miną człowieka, który przez pomyłkę wypił sok z cytryny i oliwy naraz. — Ha! Oto twój duch. Kwaśny.

Mędrkos wył dramatycznie. — To karykatura! To satyra! To antymądrość!

— A to szczerość — rzekła Palettyna. — W Grecji wszystko jest sporem. I dobrze, z tego rodzi się wiedza… oraz całkiem niezłe rzeźby.

Palettyna klasnęła i rzekła zachwycona. — Panowie, panowie… jeśli w Helladzie ktoś się nie kłóci, to znaczy, że śpi. Tu nawet kłótnie są proporcjonalne i harmonijne!

OLYMPIA — BIEG, KTÓRY PRZERWAŁA AMFORA TYTAN

 

W Olimpii Kleon ustawił przy bieżni amforę tak wielką, że miała własną strefę klimatyczną. Biegacze co chwilę się o nią rozbijali i kończyli z miną ludzi, którzy właśnie poznali najgorsze prawa fizyki.

— To sztuka! — krzyczał Kleon. — To przeszkoda! — krzyczeli biegacze. — To cud! — mruknęła Palettyna, bo amfora była naprawdę imponująca.

Sędziowie uznali ją za dzieło wojenne, choć jedyną bitwą, jaką wygrywała, była bitwa z rozsądkiem.

 

RZYM — GDZIE NAWET ŁYŻKA MA AMBICJE

 

W Rzymie Publius Garnek recytował epopeję o łyżce, która uciekła z kuchni, by założyć niezależne państwo „Łyżkonia”. Łyżka walczyła z patelniami, przebijała się przez sałatki i miała polityczny program: „Mniej mieszania!”

Rzymianie ryczeli ze śmiechu, a August mamrotał: — Hm… może trochę za długie.

Palettyna pokiwała głową. — Piękne. Absurdalne. Absolutnie rzymskie. Publiuszu — rzekła Palettyna — twoja fantazja jest jak rzymskie akwedukty: długa, zakręcona i pełna niespodziewanych odgałęzień.

 

POSĄG CEZARA, KTÓRY STAŁ SIĘ KANDYDATEM

Na koniec odwiedziła Dłutokratesa, który rzeźbił Cezara. Problem polegał na tym, że posąg co tydzień rósł. Sam Cezar miał wątpliwości, czy to jeszcze on, czy już konkurencja polityczna.

— Gdy skończę, będzie największy! — krzyczał artysta.

— On już teraz domaga się miejsca w senacie — powiedziała bogini, patrząc jak marmurowy gigant próbuje ułożyć własną mowę. Czasem dzieło przerasta twórcę, ale gdy zaczyna przemawiać, to już polityka, nie sztuka.

 

FINAŁ — CZYLI MORAŁ, KTÓRY ZGUBIŁ SIĘ PO DRODZE

Palettyna wróciła w niebiosa, wyczerpana, ale rozbawiona.

— Sztuka — powiedziała — jest jak dziecko. Albo artysta. Biega, przewraca się, krzyczy, a potem tworzy coś pięknego przez przypadek.

I tak do dziś, patrząc na posągi, freski i amfory, pamiętaj: twórca po drugiej stronie miał zapewne minę człowieka, który od trzech godzin próbuje naprawić jedną krzywą linię i nie wie, czemu jest jeszcze gorzej.

ARTEMIS